Piłkarze marzą, żeby choć raz go dotknąć. Kibice chcą zrobić sobie z nim zdjęcie, federacje zamykają go w gablotach, a ochroniarze zapewne sprawdzają po kilka razy, czy na pewno nadal tam stoi. Trudno im się dziwić. Najważniejsze trofeum futbolu ma bowiem życiorys, przy którym niejeden reprezentacyjny obieżyświat wygląda jak domator.
Przepłynęło Atlantyk, przetrwało II wojnę światową w pudełku po butach, zniknęło z wystawy w Londynie i zostało odnalezione przez psa. Potem trafiło na stałe do Brazylii, gdzie ukradziono je ponownie. Tym razem już nie wróciło. Gdyby puchary potrafiły mówić, ten prawdopodobnie zażądałby dobrego adwokata, ochrony całodobowej i zakazu zbliżania się dla wszystkich ludzi z łomem.
Zanim został Jules’em Rimetem
Pierwszy mundial rozegrano w 1930 roku, a jego zwycięzca potrzebował nagrody odpowiedniej do skali nowego przedsięwzięcia. Francuski rzeźbiarz Abel Lafleur zaprojektował więc pozłacaną figurę Nike, greckiej bogini zwycięstwa, trzymającej nad głową kielich. Statuetkę wykonano ze srebra sterlingowego pokrytego złotem i ustawiono na podstawie z lapis-lazuli. Nie przypominała dzisiejszego trofeum, ale od początku miała w sobie coś, co kazało patrzeć na nią nieco dłużej niż na puchar za wygranie zakładowego turnieju szóstek.
Nagroda nosiła początkowo nazwę Victory. Dopiero w 1946 roku przemianowano ją na Trofeum Jules’a Rimeta, honorując urzędującego od ćwierćwiecza prezydenta FIFA i jednego z głównych twórców mistrzostw świata. Rimet nie ograniczył się zresztą do podpisywania dokumentów. W 1930 roku zabrał trofeum do Urugwaju, gdzie gospodarze zostali jego pierwszymi zdobywcami. Tak rozpoczęła się podróż przedmiotu, który przez następne cztery dekady miał przechodzić z rąk do rąk, choć nie zawsze zgodnie z regulaminem.
Najbezpieczniejszy sejf? Pudełko po butach
Po mundialu w 1938 roku trofeum pozostało we Włoszech, ponieważ reprezentacja tego kraju obroniła tytuł. Rok później wybuchła wojna, a kolejne mistrzostwa trzeba było odłożyć na czas zdecydowanie dłuższy niż standardowe cztery lata. Puchar stał się tymczasem cennym przedmiotem znajdującym się w okupowanym kraju. Brzmi jak początek filmu o poszukiwaczach zaginionych skarbów, prawda?
Włoski działacz Ottorino Barassi uznał, że oficjalny skarbiec może przyciągać zbyt wiele uwagi. Ukrył więc trofeum w pudełku po butach pod swoim łóżkiem w Rzymie, chroniąc je przed wpadnięciem w ręce nazistów. Najcenniejsza piłkarska nagroda świata przeżyła wojnę dzięki rozwiązaniu, które zwykle służy do przechowywania kabli, starych paragonów albo rzeczy, które „jeszcze kiedyś się przydadzą”.
Plan zadziałał. Po dwunastu latach przerwy mundial wrócił w 1950 roku, a statuetka ponownie trafiła na boisko. W kolejnych latach zmieniono jej podstawę na większą, aby pomieścić nazwy następnych zwycięzców. Pierwotny element zniknął gdzieś w archiwach FIFA i został odnaleziony dopiero po ponad pół wieku. Jak widać, temu trofeum zdarzało się gubić nawet wtedy, gdy nikt go nie kradł.
Londyn, znaczki i zuchwały złodziej
W marcu 1966 roku, na kilka miesięcy przed mundialem w Anglii, Trofeum Jules’a Rimeta pokazano na wystawie filatelistycznej w Methodist Central Hall w Westminsterze. FIFA zgodziła się na ekspozycję pod warunkiem transportu przez renomowaną firmę ochroniarską, zamknięcia statuetki w strzeżonej przez całą dobę gablocie oraz ubezpieczenia jej na 30 tysięcy funtów. Wokół leżały znaczki wyceniane łącznie na około trzy miliony. Złodziej uznał jednak, że filatelistyka może poczekać.
W niedzielę 20 marca wszedł do budynku tylnym wejściem i wyniósł puchar. Na niższym piętrze trwało nabożeństwo, a zabezpieczenia, które miały działać przez 24 godziny na dobę, najwyraźniej zrobiły sobie przerwę. Londyńska policja dostała sprawę, której nie dało się dyskretnie schować pod dywan. Anglia miała za chwilę organizować największy turniej piłkarski, tymczasem zgubiła jego najważniejszy rekwizyt jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
Pojawiły się fałszywe tropy, alarmy i list z żądaniem 15 tysięcy funtów okupu. Policja zatrzymała Edwarda Betchleya, który przedstawiał się jako pośrednik, lecz trofeum nie miał. Twierdził, że działał na zlecenie kogoś innego, a właściwego sprawcy kradzieży nigdy jednoznacznie nie ustalono. Śledczy mieli człowieka, prasa miała sensację, tylko FIFA nadal nie miała pucharu. Niby sporo, a jednak brakowało najważniejszego.
Na scenę wchodzi Pickles
Siedem dni po kradzieży David Corbett wyszedł ze swoim psem na spacer w londyńskiej dzielnicy South Norwood. Czteroletni czarno-biały kundelek o imieniu Pickles zainteresował się paczką owiniętą gazetą i przewiązaną sznurkiem. Corbett początkowo obawiał się, że może to być bomba. Gdy uchylił opakowanie i zobaczył na podstawie nazwy dawnych mistrzów świata, zrozumiał, że rodzinny spacer właśnie zmienił się w historię futbolu.
Na komisariacie puchar nie od razu zrobił piorunujące wrażenie. Trudno się zresztą dziwić: najcenniejsza nagroda piłkarska wyglądała w gazecie jak niezbyt udany zakup z pchlego targu. Autentyczność potwierdzono, Corbetta przesłuchano i ostatecznie oczyszczono z podejrzeń, a Pickles został narodowym bohaterem. Dostał medal, zapas karmy na rok, wystąpił w filmie i pojawił się na bankiecie po triumfie Anglików. Podobno zaznaczył tam swoją obecność w sposób mało zgodny z etykietą pięciogwiazdkowego hotelu. Gwiazdom wolno więcej.
Angielska federacja nie zamierzała ponownie liczyć na psi węch. Po kradzieży potajemnie zamówiła replikę trofeum, która później służyła podczas publicznych uroczystości, podczas gdy oryginał trzymano pod kluczem. FIFA nie była zachwycona samowolą gospodarzy i zażądała zwrotu kopii. Dziś właśnie ona znajduje się w zbiorach National Football Museum. Oryginału obejrzeć już nie można.
Brazylia bierze puchar na zawsze
Zasady były proste: reprezentacja, która jako pierwsza trzykrotnie zdobędzie mistrzostwo świata, otrzyma Trofeum Jules’a Rimeta na własność. Po zwycięstwach w 1958 i 1962 roku Brazylia potrzebowała jeszcze jednego triumfu. W 1970 roku drużyna Pelégo rozbiła w finale Włochów 4:1 i spełniła warunek. Puchar poleciał do Rio de Janeiro już nie na wypożyczenie, lecz na stałe.
Można było sądzić, że po wojennym schowku i londyńskiej kradzieży wreszcie czeka go spokojna emerytura. Przez trzynaście lat statuetkę pokazywano w siedzibie brazylijskiej federacji. W nocy 19 grudnia 1983 roku włamywacze zabrali ją jednak wraz z innymi trofeami. Pickles nie żył od dawna, a jego następca się nie pojawił.
Brazylijska policja informowała, że puchar najprawdopodobniej został przetopiony. Tego scenariusza nigdy bezspornie nie udowodniono, dlatego od czasu do czasu wracają opowieści o tajemniczym kolekcjonerze lub statuetce ukrytej gdzieś w prywatnym sejfie. Fakty są mniej romantyczne: od 1983 roku nikt nie pokazał wiarygodnego śladu oryginału. Przedmiot o wartości historycznej trudnej do oszacowania mógł zakończyć życie jako kawałki metalu. Z punktu widzenia złodzieja był to łup niemal niemożliwy do legalnej sprzedaży. Z punktu widzenia futbolu — wandalizm w najczystszej postaci.
Nowy puchar, nowe zasady
FIFA zdążyła przygotować następcę jeszcze przed drugą kradzieżą. Po przekazaniu starego trofeum Brazylii ogłoszono konkurs, na który nadesłano 53 projekty z siedmiu krajów. Wygrał włoski rzeźbiarz Silvio Gazzaniga. Jego koncepcja przedstawia dwie stylizowane postacie unoszące kulę ziemską. Linie wyrastają z podstawy i pną się ku górze, dzięki czemu całość wygląda jak zatrzymana w złocie chwila triumfu.
Obecne FIFA World Cup Trophy po raz pierwszy wręczono w 1974 roku reprezentacji RFN. Ma 36,8 centymetra wysokości, waży 6,175 kilograma, wykonano je z 18-karatowego złota, a w podstawie umieszczono dwa pasy zielonego malachitu. Nie jest gigantyczne. W telewizji potrafi wyglądać niemal niepozornie, dopóki nie przypomnimy sobie, ile milionów dzieci kopało piłkę pod blokiem, wyobrażając sobie właśnie ten moment.
Najważniejsza zmiana nie dotyczyła jednak kształtu. Nowego oryginału nie można zdobyć na własność, niezależnie od liczby tytułów. Pozostaje on w posiadaniu FIFA, a od 2006 roku mistrzowie podnoszą go podczas ceremonii, po czym organizacja odbiera statuetkę i przekazuje federacji zwycięzców trofeum przeznaczone dla triumfatorów, czyli replikę. Oryginał podróżuje tylko pod ścisłą kontrolą i może być dotykany przez bardzo wąskie grono osób, przede wszystkim mistrzów świata oraz głowy państw.
Najdroższa jest historia
Współczesny puchar jest lepiej pilnowany, ale jego legenda wyrasta również z przygód poprzednika. Trofeum Jules’a Rimeta przeżyło faszyzm, wojnę i jedną kradzież, by przegrać dopiero z drugą. W jego opowieści występują prezydenci, rzeźbiarze, policjanci, złodzieje i pies, który okazał się skuteczniejszy od całego systemu ochrony.
Czy oryginalna statuetka naprawdę została przetopiona? Być może. A może nadal stoi w miejscu, w którym nikt nie potrafi jej rozpoznać — tak jak dawna podstawa przez lata leżała na półce archiwum FIFA. Futbol lubi przecież historie, w których wszystko zmienia się w ostatniej chwili.
Jednego możemy być pewni. Puchar świata nigdy nie był tylko odpowiednio uformowanym metalem. Jego wartość tworzą nazwiska, finały, podróże i ludzie, którzy próbowali go chronić albo ukraść. Złoto można przetopić. Historii — na szczęście — już nie.
