Mistrzostwa Świata 1938, które były rozgrywane we Włoszech okazały się ostatnimi takimi zawodami międzynarodowego futbolu przed II wojną światową, konfliktem, który nadciągnął zaledwie rok później, i co naturalne, sparaliżował rozgrywki na kontynentach, na całym świecie, zwłaszcza w Europie. Podczas trwającego około sześciu lat konfliktu świat bliski nam, europejski, nie zaprzątał sobie głowy graniem w piłkę, a co dopiero braniem udziału lub organizowaniem jakichkolwiek zawodów o randzie międzynarodowej. Z racji tego, iż główne centrum piłki nożnej na Ziemi, Europa, była zajęta prowadzeniem konfliktu i zmaganiem się z agresywną i ekspansywną III Rzeszą, reszta społeczności międzynarodowej piłki postanowiła, a raczej zmuszona była, poczekać z kolejnym mundialem piłkarskim.
Wojenna zawierucha wybiła światu futbol z głowy
Zniszczenia wywołane i spowodowane II wojną światową sprawiły, iż żaden europejski kraj nie był w stanie po jej zakończeniu podołać próbie zorganizowania kolejnych mistrzostw świata. Z racji tego, iż największy w dziejach świata konflikt zbrojny toczył się w latach 1939 – 1945, w trakcie jego trwania, w roku 1942 i tuż po jego zakończeniu, w 1946 roku nikt nie zaprzątał sobie głowy organizowaniem mistrzostw. Świat odbudowywał się ze zgliszcz wojennych i bitewnej zawieruchy. Jednakże w miarę zbliżania się do cyklicznie zaplanowanych co cztery lata, mistrzostw, międzynarodowa społeczność piłkarska uznała, iż należy je zorganizować, tyle że nie na kontynencie europejskim. Takim sposobem zadecydowano, że kolejny mundial odbędzie się w Ameryce Południowej, a dokładniej, w Brazylii.
Ameryka Południowa gospodarzem pierwszych powojennych mistrzostw
Przywilej zorganizowania kolejnych, pierwszych po II wojnie światowej, mistrzostw świata spoczął na narodzie, który piłkarsko na kontynencie był w cieniu dwóch ówczesnych potęg światowego futbolu – Argentyny i Urugwaju. I jakkolwiek reprezentacja argentyńskich piłkarzy była odbierana w Brazylii jako równorzędny, sportowy wróg, to Urugwajem nieco gardzono – społeczeństwo brazylijskie nie mogło pojąć, jak pięćdziesiąt razy mniejszy od ich państwa kraj, może kopać piłkę na tak wysokim poziomie. Mało tego, owe dwie wymienione potęgi piłkarskie zdominowały rozgrywki w postaci Mistrzostw Ameryki Południowej – w latach między 1923, a 1947 rokiem Argentyna wraz z Urugwajem wygrali czternaście na piętnaście edycji tego turnieju, w którym rywalizowały drużyny latynoamerykańskie Ameryki Południowej. Brazylia zazdrościła także Urugwajowi tego, że to reprezentanci tego narodu byli zwycięzcami pierwszych mistrzostw świata, które to odbyły się w 1930 roku, właśnie w Urugwaju. Reprezentanci Brazylii mieli jak najbardziej powody, aby obawiać się obu wspomnianych kadr narodowych, dlatego nieustannie się rozwijali piłkarsko, czego uwieńczeniem było zdobycie tytułu Mistrza Ameryki Południowej, co miało miejsce rok przed mistrzostwami, w 1949. Ów sukces został odebrany jako dobry omen przed zbliżającym się wielkimi krokami największym światowym świętem piłkarskim, a i znawcy futbolu wraz z innymi kadrami stawiali Brazylię jako jednego z kandydatów do tytułu.
Niebywała tragedia dla włoskiej reprezentacji
Drugą drużyną, która według ekspertów była niejako skazana na sukces, uznano obecnych mistrzów świata, Włochów. Było to naturalne i logiczne założenie, niestety rok przed brazylijskim mundialem reprezentacja tego europejskiego kraju poniosła niebywałą stratę – drużyna pięciokrotnego mistrza Włoch, F.C. Turynu, zginęła w katastrofie lotniczej. Napakowany gwiazdami zespół, nazywany Grande Torino był uznawany za najlepszy w Europie i składał się niemal całkowicie z reprezentantów tego kraju. Nieszczęsna katastrofa sprawiła, że reprezentacja Włoch de facto, piłkarsko, musiała być tworzona na nowo, co cofnęło ją w jakości.
Jeżeli chodzi natomiast o inne zespoły, które miały wziąć udział w Mistrzostwach Świata 1950, w Brazylii, to były to odpowiednio: Boliwia, Chile, Argentyna, Anglia,, Meksyk, Paragwaj, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria, Stany Zjednoczone, Urugwaj i Jugosławia.
Szkoci składają samokrytykę i nie jadą do Brazylii, inny po prostu nie stać
Do samego turnieju zakwalifikowały się także reprezentacje Turcji, Indii oraz Szkocji, ale z różnych powodów zrezygnowały z wzięcia w nim udziału. Szkoci złożyli niebywały i nieco absurdalny popis samokrytyki – otóż uznali, że nie należy im się awans na Mistrzostwa Świata 1950 w Brazylii, ponieważ w swojej grupie eliminacyjnej zajęli drugie miejsce. Argumenty strony hinduskiej, które tłumaczyły wycofanie się reprezentacji tego kraju z turnieju są już bardziej zrozumiałe – biednych Indii nie było po prostu stać na odbycie przez reprezentantów swojego kraju podróży do Brazylii i zapewnienie swojej kadrze finansowania na czas samego turnieju.
Świat sportu gardzi Niemcami i Japonią
Jako ciekawostkę można wspomnieć, że pojawiły się plotki, które mówiły, że Hindusi nie chcą sami z siebie zagrać w Brazylii, ponieważ FIFA nie zgodziła się, aby zawodnicy jej reprezentacji grali… na bosaka. Warte przypomnienia jest także inne postanowienie FIFA – otóż w eliminacjach do brazylijskiego mundialu nie mogli wziąć udziału Niemcy i Japonia. Była to kara za odpowiednio rozpętanie II wojny światowej na obu częściach naszego globu.
Nietypowy stan liczbowy turniejowych grup
Pomimo tego, że finalnie na brazylijskich boiskach miały rywalizować między sobą reprezentanci tylko trzynastu drużyn, postanowiono rozegrać je systemem grupowym, jednakże zachowując oryginalne rozstawienie, co poskutkowało nierówną liczbą zespołów w samych grupach. Były to drugie mistrzostwa świata rozgrywane w grupach, tym samym na Mundialu 1950 w Brazylii nie rozegrano klasycznego meczu finałowego – mistrzem turnieju miał zostać zwycięzca grupy finałowej. Skoro grupy, to i punkty – za wygraną nagradzano dwoma punktami, za remis jednym, a porażka, jak obecnie, nie była punktowana. Mecze turnieju rozgrywano na sześciu brazylijskich stadionach, w tym na potężnej chlubie narodu – Maracanie.
Z racji nietypowej liczby uczestników owych zawodów, jak już wspomniano, niektóre grupy uległy zwyczajnie dekompozycji. Najbardziej opłaciło to się reprezentantom Urugwaju – z powodu tego, że z jego grupy, D, wycofały się aż dwa zespoły to Urusom do awansu wystarczył zaledwie jeden wygrany mecz. Mocni kandydaci do tytułu nowego mistrza świata, Urugwaj, zdemolował swoich rywali z Boliwii wynikiem aż 8:0!. Supersnajper Urusów, Oscar Miguez zdobył w tym meczu hat-trika. Do boliwijskiej, dziurawej siatki trafiały także inne ikony reprezentacji Urugwaju, w postaci Juana Schiaffino i Alcidesa Ghiggii.
Przemądrzali Angole skarceni za butę i arogancję
Z racji organizowania turnieju przez Brazylię, oczy całego narodu tego kraju były skupione na własnych piłkarzach, którzy mieli nieco cięższe zadanie, niż „wrogowie” z Urugwaju. Reprezentacja gospodarzy wygrała łatwo swoją grupę, ale miała w nogach trzy spotkania więcej, co na pewno zaważyło na późniejszych wydarzeniach. Grupę B wygrała Hiszpania i tutaj doszło do niemałej sensacji. Otóż samozwańczy bogowie piłki nożnej, Anglicy, postanowili łaskawie zrezygnować z prowadzonej przez siebie polityki „splendid isolation”, zejść z Olimpu i „nauczyć” pogardzaną resztę globu futbolu. Jak wyszło? Otóż przemądrzali Anglicy dostali łupnia 0:1 od kopaczy ze Stanów Zjednoczonych, a po porażce z Hiszpanią, takim samym wynikiem, nie mieli już innego wyboru, jak spakować swoje manatki i z podkulonym ogonem powrócić do siebie. Tryumfatorem grupy C została Szwecja, która wygrała z Włochami 3:2 i zremisowała z Paragwajem 2:2.
Drugi etap Mistrzostw Świata 1950 w Brazylii również został rozegrany systemem grupowym, rywalizacja często była zacięta: Urugwaj zremisował z Hiszpanią 2:2, Szwecja z kolei zmogła reprezentantów Półwyspu Iberyjskiego 3:2, ale z kolei uległa Brazylii i to aż 7:1. Gospodarz zdemolował doszczętnie Hiszpanię 6:1, a Urugwaj dał radę Skandynawom 3:2. Ostatni mecz miał bezsprzecznie wyjaśnić kwestię mistrzostwa – Brazylia musiała zaledwie uzyskać remis, a ich arcywróg, Urugwaj, wygrać mecz.
„Już był w ogródku, już witał się z gąską (…)”
Mieszkańcy organizatora turnieju, Brazylii, oszaleli. Cały kraj śpiewał i tańczył, aż do bladego świtu. Piłkarzom przyszykowano nawet już zawczasu nagrody, w postaci rzędu sportowych samochodów, które czekały na piłkarzy reprezentacji przed stadionem Maracana, pilnie chronione. Krajowe pisma i dzienniki także wybiegły przed szereg i miały naszykowane nakłady z tytułem „Brazylia mistrzem świata” itp. Na samą Maracanę przybył istny potop ludzi, 200 tys. żądnych piłkarskich emocji kibiców czekało na nowego mistrza świata. Emocje rozpaliły także piłkarzy Urugwaju – kiedy kapitan Urusów, Obdulio Varela, zobaczył brazylijskie okładki gazet kazał swoim kompanom na nie… oddać mocz!.
Finał, który wstrząsnął brazylijskimi kibicami
Sam mecz przebiegał w bardzo emocjonującym stylu – pierwsza połowa była festiwalem brazylijskich prób sforsowania niebywale skutecznej i wyrachowanej urugwajskiej obrony. Doświadczeni i zahartowani w piłkarskich bojach na najwyższym szczeblu, reprezentanci tego kraju raz po raz odpierali szarże żądnych zwycięstwa Brazylijczyków. Niestety, tuż po przerwie nie upilnowali szybkiego skrzydłowego gospodarzy mistrzostw, Albino Friacy, i ten zdobył bramkę na 1:0. Brazylijscy kibice wpadli w szał – jak się okazało, był on jednak przedwczesny. Bramkę wyrównującą dla Urusów zdobył playmaker reprezentacji, Schiaffino. Wykorzystał świetne podanie innego tuza, Alcidesa Ghiggii i pokonał bramkarza przeciwników. I tak jak chwilę wcześniej stadion eksplodował radością brazylijskich kibiców, tak teraz zapadła na nim całkowita cisza. Cisza, która zdaje się, sparaliżowała reprezentację gospodarzy, bo to co stało się później, już na zawsze przeszło do annałów futbolu.
Otóż w 78 minucie spotkania wspomniany już Alcides Ghiggia ponownie zdecydował się na atak skrzydłem, tyle, że tym razem nie szukał w polu karnym kolegów, a sam strzelił na krótki słupek, tuż obok rozpaczliwie interwenjującego bramkarza gospodarzy, Moacira Barbosy – było 2:1 dla Urugwaju i ten wynik utrzymał się już do końca smeczu. Dla brazylijskich kibiców był to szok, niektórzy go nie przeżyli – dwie osoby zmarły na stadionie, a dwie kolejne tak się załamały, że targnęły się na własne życie i popełniły samobójstwo.
Całun sportowej żałoby otulił szczelnie gospodarzy turnieju
Zawiedzeni kibice gospodarzy przejawiali także wrogie nastroje względem Urusów – przewodniczący FIFA, Jules Rimet, był zmuszony zwycięzcom turnieju wręczyć Złotą Nike dopiero w szatni. Publiczne uhonorowanie nowych mistrzów świata mogło skończyć się potężnymi zamieszkami. Na pocieszenie pozostał Brazylijczykom tytuł króla strzelców mundialu. Został nim przebojowy snajper w osobie Ademira Marquesa de Menezesa – strzelił on na turnieju aż osiem goli. Jak pokazał czas, odium porażki ciągnęło się jednak za reprezentantami, którzy wzięli udział w owym niefortunnym turnieju – Moacir Barbosa, który wpuścił w decydującym meczu dwa gole otrzymał w jakiś czas po zakończeniu mistrzostw okrutny prezent, w postaci bramek wyjętych z Maracany. Sfrustrowany Barbosa podobno spalił je doszczętnie z okazji jakiegoś grilla. Żalił się on także przed śmiercią, że do końca życia był prześladowany z powodu wpuszczenia urugwajskich strzałów.
„W Brazylii za najcięższe przestępstwo można pójść do więzienia na trzydzieści lat, a ja swoją karę, za coś, czego nie popełniłem, płacę już lat pięćdziesiąt”.
Sama reprezentacja Brazylii była w tak ciężkim szoku, że nie chcąc ściągać na przyszłość fatum na drużynę, zrezygnowała z występowania w białych koszulkach, co do tej pory robiła. Nastrojów w narodzie nie poprawił także fakt, iż za najlepszego piłkarza turnieju uznano ich pomocnika, Zizinho, na którym to wzorował się sam Pele. Oprócz tego znakomitego mistrza dryblingu i reżysera gry wyróżniono także arcygwiazdę nowych mistrzów, w osobie Juana Schiaffino i wspomnianego króla strzelców brazylijskiego mundialu – Ademira.
Tym samym Mistrzostwa Świata 1950, rozegrane na brazylijskiej ziemi przyniosły światu nowego mistrza na niwie futbolu, a sam ich przebieg pokazał, iż ów sport cieszy się coraz to większa popularnością. I jakkolwiek II wojna światowa przyniosła impas na tym polu, to chwilowa przerwa w mundialach zaostrzyła tylko głód piłki nożnej wśród kibiców tego sportu na całym świecie.